Uciec Zimie

Temat: Halo, kto mówi?
Kinga odbierała telefony bardzo wcześnie. I bardzo inteligentne rozmowy prowadziła. Choc fakt faktem zdazało sie to sporadycznie. Za to jak juz słuchawke dorwała to zdawała rozmówcy dokładną relację, najczęsciej wymyśloną. I tak, kiedys pani z banku dowiedziałą sie, że ona jest w domu sama i pilnuje Kamilki a Kamilka ma 2 miesiace a ona 3 latka a tata jest w pacy a mama w sklepie (choc jako zywo stałam tuz obok) a dzidzio na strychu buty robi ale go nie moze zawołac bo nie moze zostawic siostry bez opieki a babcia Ala na bazarach a Tomek w szkole a Przemek w seminarium a Tata juz wrócił z Niemiec i przywiózł pieniazki i domek dla barbie a mama zrobi nalesniki aKamilka ich nie zje bo je cyca a ona juz nie je cyca bo jest duza dziewczynka.... I tak dalej w ten desen  :lol:

No i tego właśnie nie rozumiem. Mogę nie mieć ochoty na taką paplaninę?
Dlaczego wszystkich skazywać na takie wrażenia, czasami bardzo niechciane.


Kasia, no ale znów dzwoniąc do kogos nalezy liczyć sie z tym, ze jakieś tam zwyczaje panują. I moze jednym z nich jest pozwalanie na odbieranie tel. dziecku. Jak sie do kogoś idzie to też przyjąc zasady panujace w domu gospodarza a nie wprowadzac swoje własne bo na to czy tamto nie mamy ochoty.



Ja się zgadzam z Wiolą.
A swoją drogą cudze dzieci często skazują nas na niechciane wrażenia często nawet w miejscach publicznych, nie tylko w swoich własnych domach.
Nie ma co się oburzać, taki lajf.
Źródło: maluchy.pl/forum/index.php?showtopic=16746



Temat: Bezdomne Psy
Słuchajcie,dzis będzie na poważnie.Jest w Łodzi i nie tylko w tym miescie bardzo dużo bezpańskich psów.Ostatnio jestem w temacie,bo szukałam psa do domu,żeby czuć sie bezpieczniej-jak ktos czytał mój post pt.boję sie to wie o co chodzi.Szukałam owczarka niemieckiego,bo ta rasa jest madra i przyjazna w stosunku do zwierzat-mam juz kota i dzieci-moja córka ma 3,5 roku.Byłam w fundacji Azyl w Łodzi i powiem Wam,ze tam było strasznie.Na małym podwórku trzymaja 100 psów,śmierdzi tam strasznie i szczury lataja po ulicy w ogóle nie bojąc się ludzi.Ci ludzie,którzy maja ta fundacje bardzo kochaja te psiaki i chca im naprawde pomóc-za co ich podziwiam,ale mam wrażenie,ze w pewnym momencie przestali kontrolować przyjmowanie tych psów,jest ich po prostu za duzo...Widziałam tam kilka psiaków,które wyprowadzali pojedyńczo-były słodkie,ale jedna suka chorowała,więc ta kobietka nie była pewna czy psy sa zdrowe.Jesli ktoś szuka psa do adopcji to polecam fundacje Niechciane i zapomniane w ŁODZI.Tam psy wolontariusze trzymaja w domach,w godnych warunkach i mają co najwyżej 10 psów pod opieka...Nie myślcie,ze ja chcę jakoś rozpropagandować te fundacje,po prostu piszę o tym,bo mnie to dotyczy.Sedno sprawy jest takie,że przygarnęlismy psiaka-owczarka niemieckiego.Ma 5 miesięcy,na imię Mars i jest świetny.Jest duzy i narazie przestraszony,ale będzie miał u nas dobrze,już troche pojadł i spi sobie na dole.Bedzie dobrze.A jeśli ktos ma życzenie to może sobie obejrzeć psiaki do adopcji na stronachwww.niechciane i zapomniane.org lub www.fundacja azyl.pl.Mozna tez przeznaczyc na te organizacje pożytku publicznego przeznaczyc 1% podatku.
Źródło: antidotum.org/index.php?showtopic=36662


Temat: dziecko - wróg publiczny?
Na innym forum toczy się dyskusja, której nie rozumiem. Tematem była akcja opisana w Gazecie - rodzice z dziećmi są wypraszani z warszawskich knajp.
W dyskusji wypowiadają sie osoby bezdzietne i matki. Większośc dyskutantów zgodnym chórem twierdzi, że miejsce dziecka jest w domu, a nie w knajpie, nie mówiąc o urzędach czy bankach.
Że bezsensem jest domaganie się np. przewijaków w miejscach uzyteczności publicznej czy wysokich krzesełek w restauracjach, bo obowiązkiem matki jest zapewnić dziecku opiekę w domu.
A jak Wy myślicie. Czy społeczeństwo powinno przyjąć do wiadomości, że dzieci są jego częscią i w pewnej mierze się do nich dostosować, czy jest to problem tylko rodziców?
IMO spychanie dzieci na margines, czy nawet poza margines społeczeństwa jest dzialaniem skierowanym przeciwko kobietom, mającym na celu zamknięcie je w domach. Czyli tam, gdzie ich miesjce, według Miłościwie Nam Panujących.
Źródło: forum.banda.pl/viewtopic.php?t=563


Temat: Ośrodek:)
Tak dla uscislenia - nie pracowalam w MONARze, osrodek to Samodzielny Publiczny Zaklad Opieki Zdrowotnej. Zreszta MONARy juz w wiekszosci tez nimi sa. To jednak naprawde nie ma znaczenia - osrodek to osrodek, zawsze sluzy do robienia kasy, szczegolnie, jesli takie jest zalozenie kierownictwa. Kiedy zaczynalam tam pracowac, bylo kilku ludzi, ktorym zalezalo na czyms innymi niz pieniadze. Oni jednak zostali wygryzieni i obecnie o nic innego gra sie tam nie toczy.
Bylam odpowiedzialna za przyjecia do osrodka. Mialam poumawiac jak najwieksza liczbe osob - wszystko jedno, gotowych na leczenie czy nie. Czasem dzwonilam do domow (!) tych, ktorzy przy pierwszym zgloszeniu podali swoj telefon i namawialam na podjecie leczenia. Dzwonilysmy tez na detoksy - to byla codzienna praktyka - i tak sie pewnie dzieje do teraz. Osrodek o ktorym mowa, jako jeden z nielicznych prowadzi grupe podwojnej diagnozy (wspolistniejace zaburzenia psychiatryczne). To dopiero byla bajka... Otoz o tym, ilu i jakich chorych psychicznie pacjentow mozemy przyjac, decydowal dyrektor, dyplomowany ekonomista. Lekarz psychiatra niby mial cos do powiedzenia, ale generalnie sie odzywal tylko wtedy, kiedy ten pierwszy go nie slyszal. Zreszta niejednokrotnie wyrazal sie o powyzszych: "ten to ma zryty leb"; "to kretyn" itd, itp. A z drugiej strony trzeba by Wam widziec desperacje niektorych matek, ktore mialy nadzieje, ze ten i tylko ten osrodek pomoze im uzaleznionym/chorym psychicznie dzieciom(w Polsce sa jeszcze tylko 2 osrodki z miejscami dla podw.diagnozy). Placze, blagania, proby wreczania lapowek...
Plan przyjec byl niczym kazdy inny plan w kazdej innej fabryce srubek. Tylu ma byc normalnych, tylu z podwojna, tylu nieubezpieczonych. Za "tych z podwojna" NFZ lepiej placil, wiec pan dyrektor bardzo o nich dbal. A najlepiej bylo, jesli byli "lekko chorzy", czyli depresja, bulimia itp. Scizofrenia byla niemile widziana, bo to za duzy problem. Wytlumacz to matce - nie przyjmiemy pani syna, bo jest ZBYT CHORY.
Troche chaosu w moim pisaniu, bo sie spiesze. Jeeeezu, moze uda mi sie kiedys siasc do kompa w spokoju, choc nie licze na to zbytnio. Pewnych rzeczy zreszta opisac nie sposob...
Źródło: metadon.fora.pl/a/a,650.html


Temat:
Może i groch z kapustą, może i sporo generalizacji, ale uważam, że tekst zawiera bardzo wiele trafnych spostrzeżeń.

Przede wszystkim rozbieżność między deklarowanym szacunkiem wobec kobiety jako matki, a rzeczywistym, praktycznym stosunkiem do macierzyństwa czyli kobiety z dzieckiem. I nie chodzi mi tylko o hasła rzucane przez naszych prawicowych polityków, ale po prostu mentalność społeczną.
Może dla wielu z was nie będę wiarygodna w tym, co piszę, bo sama dzieci nie mam, ale wydaje mi się, że sama obserwacja otaczającej mnie rzeczywistości pozwala mi na wyciągniecie takich wniosków.
Po pierwsze polityka prorodzina w naszym kraju to są puste slogany, a nie rzeczywista troska o losy rodzin. Becikowe to po prostu śmiech na sali i nie wyobrażam sobie, że mogłoby skłonić kogoś do urodzenia dziecka.
Nie wspominam już o chorych pomysłach likwidacji żłobków i przedszkoli - ja to odczytuję jednoznacznie jako próbę "zagonienia kobiet do domów".
To, jak traktowane są kobiety na porodówkach można oczywiście uznać za przejaw ogólnego kryzysu służby zdrowia, jednak ciekawe jest to, że wystarczy, by kobiecie towarzyszył mężczyzna, a już warunki znacznie sie poprawiają... Bo przecież po to wiele kobiet decyduje się na poród rodzinny - żeby mąż w razie czego lekarzy obsobaczył i żony nie dał skrzywdzić.
O terrorze laktacyjnym i szykanach ze strony pracodawców naczytałam się na różnych forach.
A w sferze publicznej - często odmawia się kobietom prawa do uczestniczenia w niej. Zdaję sobie sprawę, że wiele się zmienia, jest coraz więcej restauracji z pomyślanym kącikiem dla dziecka, ale to zagraniczne firmy w rodzaju IKEI zaczęły wprowadzać tego typu udogodnienia. W naszym prorodzinnym kraju jakoś nikt wcześniej na takie fanaberie nie wpadł. A w miejscach publicznych typu urzędy, poczta, lekarz, nadal takich miejsc nie ma, a na kobiety, które dziecko ze sobą prowadzą urzedniczki patrzą się krzywo, a i same matki mają poczucie winy z tego powodu. Z wózkiem nigdy nie jeździłam, ale mam rower i czasem przedostanie się przez różne punkty miasta pełne schodów, przejść podziemnych, gdzie jedna jedyna winda jest zepsuta albo wcale jej nie ma, to jakiś koszmar. Ja sobie rower wniosę, ale co z wózkiem i dzieckiem?

Ale mi też nie podoba się w tym tekście deprecjonowanie domowej pracy kobiet i jakieś takie antagonizowanie "kur domowych" i owych osławionych "bizneswomen". Sama jakoś nie potrafię się wpisać w żadną z tych szufladek. Nie należę do przebojowych osób, nie robię wielkiej kariery - ot, robię to, co lubię, i jeszcze mi za to płacą. I chciałabym, żeby tak zostało - mam to szczęście, że swoją pracę wykonuję w domu, więc w przyszłosci połączenie pracy z opieką nad dziećmi powinno być ułatwione.
Źródło: naturalnemetody.fora.pl/a/a,369.html